Dzień 6 – Lapidus wraca do żywych!

Dzień 6
Środa, 18 lipca 2018 roku
Lapidus wraca do żywych

Z samego rana udaliśmy się do warsztatu – równie wcześnie Polak-mechanik zaczął uzdrawiać Lapidusa. Okazało się, że nasze auto jest kłamczuchem i pokazuje, że w baku ma więcej paliwa niż jest w rzeczywistości. Popełniliśmy najgłupszy z możliwych błędów – po prostu skończyło nam się paliwo. Z dwojga złego lepsze to, niż zepsuta pompa paliwowa. Niestety z wyciekiem oleju sprawa była bardziej poważna. Okazało się, że pękła nam uszczelka misy olejowej. Na szczęście Lapidus miał być gotowy już tego samego dnia – czyli powinniśmy zdążyć na prom!

Udaliśmy się na zakupy, posprzątaliśmy nasz pokój i już o 14.00 Lapidus był gotowy do dalszej drogi! Nasze samopoczucie uległo znacznej poprawie – prom nam nie ucieknie! Zjedliśmy obiad i ruszyliśmy do Sztokholmu, skąd kolejnego dnia mieliśmy wypłynąć do Turku. Do portu mieliśmy zaledwie 30 km, więc droga nie zajęła nam dużo czasu. Jedynie w zdumienie wprawił nas fakt, że w Sztokholmie jest tyle tuneli, a niektóre z nich mają ponad 4 kilometry!

Według miejskich termometrów tego dnia były 34 stopnie. Czyli w Lapidusie jakieś 15 więcej. Zaparkowaliśmy niedaleko portu i wyruszyliśmy na piesze zwiedzanie stolicy Szwecji. Pierwszą atrakcją – zanim dotarliśmy jeszcze do centrum i na którą trafiliśmy zupełnie przypadkowo – była policyjna stadnina koni!

Centrum Sztokhomu nas zachwyciło! Pałac, parlament, mosty, wąskie uliczki… Dobrze było poczuć taką atmosferę! Mimo późnej pory wciąż było bardzo gorąco! Wracając do samochodu przechodziliśmy obok pięknie odwzorowanego stadionu lekkoatletycznego, na którym w 1912 roku odbyły się Igrzyska Olimpijskie!

Do Lapidusa dotarliśmy bardzo późno, ale wcale nie znaczyło to, że było ciemno, cicho bądź chłodno. Nic z tych rzeczy… 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *