Dzień 10 – Kap, kap, kap

Dzień 10
Niedziela, 22 lipca 2016 roku
Kap, kap, kap

Rano dość szybko się spakowaliśmy, gdyż w samo południe miała się odbyć ostatnia atrakcja festiwalu – wspólny przejazd wokół pobliskiego jeziora. Wyruszyliśmy na początku korowodu, składającego się z około 40 aut – od T1 do T3. Jechaliśmy z prędkością 40km/h i dobrze było czuć się wśród swoich, czyli niezbyt szybkich.

Przejazd zakończył się przed małym muzeum w Somero. Dla wszystkich był poczęstunek – naleśniki. Oczywiście smażone w VW T2, przerobionym na food-trucka. Okazało się, że muzeum jest w dawnej stodole. Nie bardzo potrafimy powiedzieć, czego to było muzeum, ale wśród eksponatów były m.in. stary garbus, kuchnia z lat 60-tych, stara szkoła, manekin ubrany w starodawne ubrania…

Po skonsumowaniu naleśników i obejrzeniu wystawy ruszyliśmy w trasę – do Tampere. To jedno z największych miast w Finlandii, do którego mieliśmy około 125 km. Jednym z powodów, dla którego jechaliśmy do tego miasta była odbywająca się o 17:00 Msza.

Finlandia jest państwem, w którym jest bardzo mały odsetek chrześcijan – jest ich łącznie około 15.000 osób. W całym kraju! Daje to łącznie osiem parafii. U nas jedna parafia obejmuje teren połowy osiedla, w Finlandii jest to zasięg kilkuset kilometrów. W tych ośmiu chrześcijańskich parafiach jest tylko trzech księży, którzy są rodowitymi Finami. Reszta to przyjezdni, bardzo często z Polski. W Tampere jest dwóch księży – oboje są Polakami. Bardzo często w fińskich kościołach odprawiane są Msze po polsku (raz w tygodniu albo raz w miesiącu). Msze po angielsku są co niedzielę.

Po Mszy udaliśmy się do pralni! Zapłaciliśmy 6 euro, załadowaliśmy całą pralkę brudnymi ciuchami i po pół godzinie stały się one czystymi! Gotując pod pralnią obiadokolację zauważyliśmy, że z naszego auta coś kapie. Kap, kap, kap. Z okolic baku. Kap, kap, kap. Było to nasze paliwo. Kap, kap, kap.

Szybko pojechaliśmy kawałek do miejsca noclegowego, gdzie mogliśmy lepiej namierzyć źródło wycieku. Kap, kap, kap. Niestety, aby go zatamować trzeba się było dostać do zbiornika z paliwem, a zdemontowanie go bez odpowiedniego sprzętu było niemożliwe. Kap, kap, kap. Poustawialiśmy miski nad miejscami, z których kapało i zaczęliśmy przez internet szukać pomocy. Kap, kap, kap. Napisaliśmy posty na facebook’owych grupach takich jak Tampere i VW T3 SOS Finland. Kap, kap, kap. Wieczorem, gdy już kładliśmy się spać napisał do nas Paavo. Kap, kap, kap. Okazało się, że mieszka w Nokii (tak, tej Nokii). Kap, kap, kap. Ma on hobbistyczny warsztat, w którym wieczorami wraz ze znajomymi dłubie przy autach. Kap, kap, kap. Mieliśmy do niego 15 km. Kap, kap, kap. Zaproponował, żebyśmy rano przyjechali, a on zobaczy czy jest w stanie nam pomóc. Kap, kap, kap. Umówiliśmy się na 10-tą i poszliśmy spać. Kap, kap, kap. A nasze paliwo wciąż robiło – kap, kap, kap.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *