Dzień II – Autostopowy test z Afgańczykami

Dzień II – 29 czerwca 2017 – Autostopowy Test z Afgańczykami

Jest to artykuł z cyklu Finlandia 2017, czyli podróży, która zainspirowała nas do zakupu Busa Lapidusa.

Iisalmi, Finland
Nasz pierwszy nocleg – Park w Iisalmi

Pierwsza noc w namiocie nie należała do najprzyjemniejszych. Było zimno i wilgotno. Do tego jakieś 200 metrów za miejscem, w którym rozbiliśmy nasz namiot znajdowały się tory kolejowe, przez które co chwila przejeżdżał jakiś pociąg – oczywiście głośno o tym informując. Zjedliśmy nasze pierwsze śniadanie – pumpernikiel, hummus, i do tego kabanosy, wypiliśmy herbatę, po czym ruszyliśmy na podbój Iisalmi.

Pierwszym miejscem, w które się udaliśmy był supermarket i wcale nie chodziło nam o zakupy. Za zgodą ochrony wykorzystaliśmy marketowe szafki by schować tam nasze torby – był to patent, który kilka razy uratował nasze plecy podczas tej podróży. Pierwszymi atrakcjami turystycznymi tego dnia miało być muzeum browarnictwa i muzeum znaczków pocztowych. I w sumie to jedno zdanie w naszej relacji to dokładnie tyle, na ile te muzea zasłużyły. Muzea były niezwykle skromne i malutkie – zawiedliśmy się na nich.

Kuappi - The Smallest Restaurant in the World
Kuappi – Najmniejsza restauracja na świecie

Następnie udaliśmy się do Kuappi, czyli najmniejszej restauracji na świecie. Na powierzchni 8m² podobno mieści się nie tylko kuchnia, ale też dwa stoliki z krzesłami. Dlaczego podobno? Ano dlatego, że niestety nie dane było nam zwiedzić restaurację od środka, gdyż była zamknięta. Te trzy pierwsze atrakcje niezbyt nas zachwyciły, ale na szczęście to był koniec rozczarowań w tym dniu. Prosto z tej restauracji udaliśmy się do muzeum lokalnej historii. Było to duże muzeum na świeżym powietrzu – chodziło się od chatki do chatki i oglądało jak żyli tamtejsi mieszkańcy na przełomie XIX i XX wieku. Były małe domki, izba z piecem, w której mieszkała cała rodzina wraz ze zwierzętami, prowizoryczna sauna czy młyn.

Udaliśmy się też do muzeum sztuki nowoczesnej. Jedynym co nas przekonało do takiej decyzji było to, że wstęp do tego muzeum był darmowy. Popatrzyliśmy na obrazy i ruszyliśmy dalej!

Były muzea, była sztuka i nadszedł czas na obiekty religijne, czyli cerkiew i kościół. Co ciekawe oba te obiekty są

Orthodox Church, Iisalmi
Cerkiew w Iisalmi

usytuowane jakieś 500 metrów naprzeciwko siebie, a z jednego do drugiego można dojść pięknym deptakiem. Kościół nie odznaczał się niczym nadzwyczajnym. Był zamknięty, więc widzieliśmy go tylko z zewnątrz. Zupełnie inaczej było z cerkwią. Nie tylko była otwarta, ale była nawet w niej młoda kobieta, która opowiedziała nam po angielsku dzieje tego obiektu. Otóż ta Cerkiew była wybudowana w Rosji, a została tutaj przeniesiona po II Wojnie Światowej. Podobno wiele mieszkańców zostało też tutaj przesiedlonych, a lokalna społeczność cerkiewna nadal jest bardzo silna. Nietypowe było też to, że freski w cerkwi były wykonane w stylu charakterystycznym dla krajów basenu morza śródziemnego.

Po ukończeniu zwiedzania nastąpił mały czas na odpoczynek, zanim spróbowaliśmy się przetransportować do Sonkajarvi, czyli miejscowości, w której odbędą się Mistrzostwa Świata w Biegu z Żoną na Plecach. Do Sonkajarvi mieliśmy ledwie 20 km, ale miał to być nasz autostopowy test, przed dłuższym podróżowaniem w ten sposób. Zjedliśmy po kanapce w subway’u, posiedzieliśmy chwilę na plaży i nawet chcieliśmy się wykąpać w jeziorze, ale woda była tak zimna, że samo zanurzenie w niej stóp mogło wywołać pierwsze objawy hipotermii (aczkolwiek małym fińskim dzieciom to nie przeszkadzało).

Gdy odpoczęliśmy, wyruszyliśmy pieszo na północ. Mieliśmy koło 40 minut marszu by dojść do głównej drogi, która prowadziła do Sonkajarvi i gdzie mieliśmy nadzieję złapać stopa. W centrum miasta natknęliśmy się jeszcze na nietypową atrakcję. Na drzewach były pozawieszane maski przypominające ludzkie głowy, które reagowały na czujkę i gdy ktoś obok nich przechodził to zaczynały wyć. Zrobiło się trochę dziwnie, więc był to dobry czas na ewakuację…

Droga zajęła nam dłużej niż planowaliśmy, gdyż zmęczenie dawało się we znaki. W dodatku pięknie świecące słońce zostało przysłonięte przez ciemne chmury. Po drodze podziwialiśmy jeszcze jeden typowo fiński cmentarz – o ile takie obiekty można podziwiać…

Przy głównej drodze znaleźliśmy zatoczkę autobusową i rozpoczęliśmy nasze pierwsze wyzwanie – żadne z nas nie jechało nigdy autostopem. Sami nie wiemy czego się bardziej baliśmy – samej jazdy czy tego, że nikt nas nie podwiezie. Dużo naczytaliśmy się o tym, że Finlandia nie jest krajem przyjaznym autostopowiczom…

Sonkajarvi, Finland
W drodze do Sonkajarvi!

Z przerażeniem obserwowaliśmy czarne chmury coraz szybciej się do nas zbliżające. Jeszcze godzinę temu świeciło piękne słońce, a teraz wyglądało tak, jakby w każdej chwili miało lunąć. Ruch na drodze nie był zbyt duży. Jednak okazaliśmy się szczęściarzami – po 15 minutach zatrzymał się samochód. Okazało się, że rodzina nim jadąca jechała właśnie do Sonkajarvi. Jak tylko wsiedliśmy do samochodu, zaczęło padać. Nie, to nie był zwykły deszcz – to była prawdziwa ulewa. Nasi wybawcy przyjechaliby minutę później i przemoklibyśmy do suchej nitki. Niestety nie porozmawialiśmy z nimi zbyt wiele. Matka i dwóch synów byli uciekinierami z Afganistanu i nie mówili zbyt dobrze po angielsku, mimo że mieszkali w Finlandii od paru lat. Dwudziestominutowa podróż minęła nam na słuchaniu płyty z muzyką z Bliskiego Wschodu połączoną ze stukaniem deszczu o karoserię samochodu.

Gdy dojechaliśmy do Sonkajarvi rodzina wysadziła nas dokładnie w miejscu, w którym była arena zawodów. Powoli zaczynało robić się późno, więc zabraliśmy się za poszukiwania miejsca, w którym moglibyśmy rozbić namiot. Na nasze szczęście przestało padać, ale mimo prawie godzinnych poszukiwań nie znaleźliśmy żadnego dogodnego miejsca. Wróciliśmy do punktu wyjścia – areny zawodów, ale przyszliśmy do niej od drugiej strony. Znaleźliśmy tam biuro zawodów. Przemiła pani wyjaśniła nam, że jak chcemy to możemy za darmo spać na stadionie. Zaprowadziła nas na nasze miejsce i wyjaśniła nam, że możemy za darmo korzystać z łazienek i pryszniców, ponieważ jesteśmy uczestnikami mistrzostw. Wokół nas roiło się od kamperów, a my mieliśmy miejsce, w którym żaden z nich i tak nie mógłby się ustawić – za piaskownicą do skoku w dal.

Rozbiliśmy namiot, rozpakowaliśmy się, skorzystaliśmy z gorącego prysznica, naładowaliśmy telefon i po zjedzeniu pysznej kolacji czym prędzej poszliśmy spać.

Jeśli chcesz obejrzeć więcej zdjęć z tego dnia – przejdź do galerii.

Kliknij tutaj, jeśli chcesz przeczytać relację z pierwszego dnia podróży.

Kliknij tutaj, jeśli chcesz przeczytać czym jest World Wife Carrying Championship.

 

1 thought on “Dzień II – Autostopowy test z Afgańczykami

  1. Czytajac Waszą opowieść jestem pod wrażeniem i pełna podziwu ,brawo za odwagę i spełnianie marzeń jesteście przykładem i aspiracją dla innych -czekam na następny odcinek 😉😃

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *