Dzień V – Autostopowe Szaleństwo

Dzień V – 2 lipca 2017 – Autostopowe Szaleństwo

Jest to artykuł z cyklu Finlandia 2017, czyli podróży, która zainspirowała nas do zakupu Busa Lapidusa.

Rano wstaliśmy i po szybkim umyciu się i zjedzeniu śniadania czym prędzej się spakowaliśmy. Plan był prosty – wyruszyć o 10:00 z Sonkajarvi. Najpierw musieliśmy dojść 10 kilometrów szosą do drogi głównej, gdzie zamierzaliśmy być o 13:00. Tam chcieliśmy złapać autostop i wieczorem być w Ruce oddalonej o 350 km od Sonkajarvi.

Czasowo zaczęło się bardzo dobrze. Wyruszyliśmy przed 10:00, ale zaczęliśmy mieć wątpliwości czy uda nam się o 13:00 być na głównej drodze. Plecaki nadal ciążyły, a droga prowadziła w górę i w dół, w górę i w dół… Samochodów jeździło tam tyle co nic. Przejeżdżał może jeden raz na kilka minut. Ale okazało się, że mamy szczęście – po 30 minutach marszu zatrzymał się pewien Fin. Co prawda jechał w przeciwną stronę, ale zobaczył nasze koszulki (mieliśmy ubrane te z logo mistrzostw) i postanowił, że podrzuci nas do głównej drogi. Sam pracował przy organizacji zawodów i opowiadał, że dla mieszkańców jest to największe święto w roku, na które czekają miesiącami.

Przy głównej drodze byliśmy o 11:00 – dwie godziny szybciej niż zakładał nasz plan, a kwadrans później siedzieliśmy w kolejnym aucie. Podwoził nas młody chłopak – mniej więcej w naszym wieku. Nie umiał ani słowa po angielsku, więc porozumiewaliśmy się na migi albo pokazując coś na mapie. Jechaliśmy jego lśniącobiałym mercedesem w kompletnej ciszy koło 40 minut.

Ledwie nas chłopak wysadził, a już byliśmy w kolejnym aucie. Nie czekaliśmy nawet pięciu minut. Podwiozła nas o kolejne 30 km para w wieku naszych rodziców. Świetnie mówili po angielsku i cały czas rozmawialiśmy, albo raczej to my opowiadaliśmy im o naszej podróży. Wysadzili nas w Kajaani – mieliśmy pokonane niecałe 100 km, a nie było jeszcze nawet pory obiadowej!

Następną podwózkę złapaliśmy znowu po upływie kwadransa. Zaczęliśmy podejrzewać, że to że Finlandia nie jest przyjaznym krajem autostopowiczom to mit! Podwiózł nas łysy biznesmen swoim zapewne bardzo drogim autem. Przejechaliśmy z nim koło 70 km! Jego auto było tak wygodne, że nie chcieliśmy wysiadać, a Dominika zasnęła…

W miejscu, do którego zostaliśmy podwiezieni komary próbowały nas zeżreć żywcem. Nie zjeść – zeżreć. Takiego czegoś jeszcze nigdy nie widzieliśmy. Były wszędzie. Max stał z karteczką, a Dominika zajęła się odganianiem owadów. Na szczęście staliśmy tam może z kwadrans i znowu byliśmy w kolejnym aucie. Facet podwiózł nas kolejne 40 km i był zachwycony tym, że jechaliśmy do Parku Narodowego. Dał nam nawet jakąś nową chusteczkę do okularów…

Z miejsca, do którego nas podrzucił zostało do naszego celu koło 160 km. Staliśmy na zatoczce autobusowej w środku lasu. Kwadrans, drugi, trzeci… Wokół nie było nic oprócz drzew. No dobra, była stacja benzynowa, ale samoobsługowa – same dystrybutory, zero ludzi. Powoli zaczynaliśmy tracić nadzieję, że się stamtąd wydostaniemy, a nie bardzo była jakakolwiek alternatywa by tam nocować. Po półtorej godziny głowy nas już bolały od ciągłego stania na słońcu. Dopiero po 2,5 h udało nam się złapać stopa. I to jakiego! Zatrzymała się młoda para Niemców jeżdżąca kamperem. Jechali aż do Kuusamo – czyli 25 km od naszego miejsca docelowego.

Młodzi Niemcy opowiedzieli nam swoją historię. Mieli 26-27 lat i zdecydowali się kupić kampera za 15 tysięcy euro i na pół roku wyjechać na północ. Żyli całkowicie bezstresowo z zaoszczędzonych pieniędzy. Byliśmy zauroczeni ich historią, a oni w sumie naszą też. Gdy zmierzaliśmy coraz bardziej na północ to na poboczach i drodze zaczęły pojawiać się renifery. Jednego renifera-samobójcy nie potrąciliśmy tylko dzięki niezwykłemu refleksowi koleżanki-Niemki, która siedziała akurat za kierownicą. Gwałtowne hamowanie po wtargnięciu zwierzęcia na drogę spowodowało „jedynie” pospadanie wszystkich rzeczy z półek i stołu oraz bólem od pasa bezpieczeństwa. Po ponad dwóch godzinach jazdy dotarliśmy do Kuusamo – do naszego celu zostało nam 25 km. Wraz z Niemcami zrobiliśmy zakupy w Lidlu i podrzucili nas oni jeszcze 10 km na północ, gdzie odbijali z głównej drogi na jakiś kemping. Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie i się pożegnaliśmy.

Zostało nam 15 km do celu, ale już pół godziny po pożegnaniu się z Niemcami byliśmy w Ruce. Podrzuciła nas tam starsza para, która jak nam wyjaśniła, miała zasadę, aby każdego dnia robić jedną dobrą rzecz dla innych – dzisiaj było to dla nich podwiezienie nas do Ruki.

Ruka jest małym miasteczkiem, które jest najpopularniejszym kurortem narciarskim w Finlandii. Samo centrum narciarskie jest malutkie. Znajduje się tam kilka hotelów, restauracji, parę sklepów i informacja turystyczna. Ku naszemu zaskoczeniu na jednym ze stoków narciarskich nadal leżał śnieg, mimo, że był 2 lipca!

Miejsca na nocleg nie szukaliśmy długo. Czy ktoś z Was spał na stoku narciarskim podczas dnia polarnego w środku lata, gdy niedaleko od Waszego namiotu leżał śnieg?

Jeśli chcesz przeczytać więcej relacji z tego wyjazdu, kliknij tutaj.

2 thoughts on “Dzień V – Autostopowe Szaleństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *