Dzień 2 – Kalmar i Olandia

Dzień 2
Sobota, 14 lipca 2018
Kalmar i Olandia!

Obudziliśmy się wypoczęci i na śniadanie zrobiliśmy owsiankę z Mixit.pl. Z samego rana wyruszyliśmy do Kalmar, gdzie planowaliśmy zwiedzić zamek. Choć ceny (mimo zniżki studenckiej!) były dość wysokie (w przeliczeniu ok. 50 PLN za osobę) jakoś to przełknęliśmy. Na zamku było sporo do zwiedzenia. Dołączyliśmy się do bezpłatnej, anglojęzycznej przechadzki z przewodnikiem. Dzięki temu dowiedzieliśmy się dużo więcej, niż gdybyśmy zwiedzali sami – pani przewodniczka opowiedziała nam jak wyglądały bankiety w średniowieczu (z tortów wylatywały gołębie, czasem wyskakiwały kotki, a w wydmuszkach jajek schowane były węgorze, czego rezultatem były pełzające po stole jajka) i pokazała tajne przejście z komnaty króla.

W Kalmar poszliśmy jeszcze na plażę, a następnie pojechaliśmy na Olandię mostem, który ma aż 6 kilometrów i robi niesamowite wrażenie! Tam trochę trudniej było nam znaleźć miejsce noclegowe, bo wszędzie było pełno kempingów, a my chcieliśmy spać „na dziko”. Postanowiliśmy zatrzymać się na jakimś kempingu i zapytać czy możemy się tylko wykąpać (to był 3 dzień bez kąpieli). Na szczęście udało się to już w pierwszym miejscu, w którym się zatrzymaliśmy. Pani była wprawdzie zdziwiona, ale zrobiła nam wyjątek i nawet nie chciała za to ani grosza.

Był to największy kemping na jakim byliśmy w swym życiu. Doszliśmy do wniosku, że chyba co drugi Szwed ma kampera bądź przyczepę kempingową i

co drugi z nich przyjeżdża latem na Olandię. Ich posiadłości, czyli przyczepy wraz z rozłożonymi przy nich namiotami przypominały rozmiarowo domy niż mieszkania i z pewnością były dużo więcej warte niż kilkupokojowe mieszkanie w Polsce.’

 

Po kąpieli oraz uzupełnieniu zbiornika na wodę, ruszyliśmy dalej w poszukiwaniu miejsca do spania. Trochę to trwało, ale ostatecznie zostaliśmy w miejscowości Morbylanga na jakimś miniparkingu przy lesie, niedaleko nowego osiedla domków. Miejsce okazało się super! Dość odludne, bo widzieliśmy tylko kilka osób. Zaraz obok były drewniane schody, które prowadziły skrótem do sklepu (na dół) lub do góry na wąską, zarośniętą ścieżkę wokoło. Było tam pięknie, dziko i głośno, a to za sprawą hordy ptaków latających nam nad głowami! Gdziekolwiek nie poszliśmy wzbijały się chmarami w powietrze, zaniepokojone, gdy przechodziliśmy pod ich drzewami. Właśnie dla takich niezwykłych i magicznych miejsc chcę podróżować! Później poszliśmy na pomost za domkami i obejrzeliśmy tam kolejny przepiękny zachód.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *